Samozachwyt
[31-01-2010]
Jesteśmy głęboko przekonani, że osiągnęliśmy doskonałość i niczego od nikogo nie musimy się uczyć. To przekonanie o doskonałości rozlało się na całe społeczeństwo – jest to coś bardzo nieprzyjemnego, ale trudnego do pohamowania.
To słowa filozofa Jacka Hołówki z Uniwersytetu Warszawskiego. Niby nic odkrywczego, chyba każdy doświadcza tego codziennie.
Ja jednak doświadczam tego prawie wyłącznie w tzw. sytuacjach oficjalnych. W mediach, gdzie wciąż jeszcze czasami bywam, na konferencjach naukowych, na których w ostatnich latach bywam częściej niż w mediach i na różnych celebrach, których nie znoszę, ale na których bywam, żeby nie uchodzić za izolującego się aroganta. W tych miejscach nie uczę się niczego, albo prawie niczego. Media, konferencje i celebry są klasycznymi przykładami rozlewisk samozadowolenia z własnej doskonałości.
Zdarzają się jednak miejsca, nawet oficjalne i nieco celebrowane, gdzie można się czegoś nauczyć. Np. aula Wydziału Humanistycznego, tydzień temu. Odbyło się spotkanie poświęcone Markowi Edelmanowi, Leszkowi Kołakowskiemu i Barbarze Skardze.
Byłem jednym z najstarszych jego uczestników (jako widz, oczywiście). Wielką salę wypełnili ludzie młodzi, tak na oko 18 – 25 – letni. Oni chyba nie są jeszcze przekonani o tym, że wszystko wiedzą, więc szukają ludzi, od których chcą się uczyć.
Bo nam, starym, cóż mogą nowego powiedzieć o mistrzach pani Sawicka, red. Michnik, prof. Pomorski, abp Życiński, czy o. Dostatni? Osiągnęliśmy już doskonałość. Co jest tożsame z absolutną skostniałością.
Nie tylko zresztą umysłową.
Jan Pleszczyński
Wyzwolenie
[17-01-2010]
Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej (1964 – 1972), 17 stycznia był pięknym dniem. Okolicznościowe akademie, wierszyki, gazetki ścienne i inne duperelki, no i to, co lubiliśmy najbardziej – lekcje się urywały. To była rocznica wyzwolenia Warszawy, bardzo uroczyście fetowana.
Dziś chyba nikt tej daty nie świętuje. Wiadomo przecież – Sowieci poczekali, aż się Powstanie wykrwawi i wkroczyli do ruin na gotowe. A poza tym – cóż to było za wyzwolenie. Przejście z jednej okupacji pod inną. Dziś wręcz nie wypada pisać o wyzwoleniu Warszawy. Correct jest: „wyzwolenie”. A najlepiej nic.
A ja myślę, że to kompletny przypadek sprawił, że ktoś był u Andersa, a ktoś inny u Berlinga, że był Sowietem – wrogiem, albo Sowietem – sojusznikiem, że walczył pod Monte Cassino, albo pod Lenino.
Fatalista jestem – powiecie.
Tak, jestem.
Jan Pleszczyński
Gramy
[10-01-2010]
Większość z Was nie może pamiętać, ale ja pamiętam doskonale, jaką nieufność wśród wielu duchownych wzbudzała Orkiestra 18 lat temu. Dziś trudno uwierzyć, że sprzed niektórych kościołów wypraszano wolontariuszy. W Lublinie też. A skoro pasterze zalecali ostrożność, to i niektóre owieczki były nieufne. Na szczęście, większość okazywała się, przynajmniej w tej konkretnej sprawie, czarnymi owcami.
Dziś jest już zupełnie inaczej. Pasterze i owieczki, czarne i białe – grają na tę samą nutę. Wprawdzie przypuszczam, że niektórzy pastuszkowie nadal wolą zupełnie inne melodie i dzisiaj nieco fałszują, ale co tam. Byle coś do puszki wrzucili.
Jan Pleszczyński
Islam
[03-01-2010]
Za kilkadziesiąt lat w Europie zapanuje islam. Przeczytałem to w sobotniej „Gazecie Wyborczej”, a nie u jakichś panikarzy, którzy wszędzie widzą zagrożenia dla chrześcijaństwa, utożsamianego zresztą z katolicyzmem i polskością.
W 2050 r. w Austrii katolicy będą stanowić ponoć już mniej niż połowę ludności. A w XX w. stanowili 90 procent. I stopniowo podobnie będzie na całym naszym kontynencie. Czy te prognozy się sprawdzą to ja już się nie dowiem. Ale co poniektórzy z Was, to i owszem.
Mnie ta perspektywa specjalnie nie przeraża, jednak wcale nie dlatego, że nie dożyję, albo że chciałbym takiej Europy. Nie, nie chciałbym. Ani żyć tak długo, ani takiej Europy. Ale ja po prostu już od dawna mam wrażenie, że w Polsce chrześcijaństwo trzyma się jeszcze tylko w niewielkich enklawach.
To nie islam jest zagrożeniem.
Jan Pleszczyński
|